wtorek, 20 maja 2008

Hau hau


W przygotowaniu jest naprawdę długi wpis, w dodatku cały jednorodny tematycznie. Pismem odręcznym zajął mi 2,5 strony A4, więc prawdopodobnie wrzucę go w kilku częściach, bo pewnie nikomu z Was nie chciałoby się czytać takiego długiego postu.

Tymczasem w sobotę byłem nad Maltą na koncercie (grała Natalia Przybysz, czy ktoś taki). Postanowiliśmy w końcu stamtąd sobie pójść. Miałem pustą butelkę po coca-coli, więc nie chcąc narazić się na interwencję ze strony funkcjonariuszy policji, postanowiłem wyrzucić ją do kosza, co zresztą robię zawsze. No i pech chciał, że kosz był pełen po brzegi, a nawet bardziej. No ale położyłem tę butelkę na samym czubku tej kopułki śmiecianej. No i na ziemię spadła puszka po piwie. Zamierzałem odejść, ale zobaczyłem dwóch policjantów dziwnie mi się przyglądających. Spojarzałem na nich, oni na mnie, chwila wahania, scena jak pojedynek Neo z Agentem Smithem. No to cofnąłem się do tego kosza, podniosłem czyjąś puszkę, położyłem ją na czubku kosza, ochodzę, słyszę dziwny stukot. Spadła moja butelka. A panowie w żółtych plastrykonach stoją i przyglądają mi się. Patrzyli tak jakbym co najmniej kogoś rabował... No ale cóż, bywa.

Na Stadionie Narodowym w Warszawie zaczęli wbijać pale. Niby ma to być początek budowy tego stadionu. Hmmm... Kiedyś z tatą budowaliśmy ogrodzenie dla naszego śp. pieska, to płot był gotowy w ok. tydzień. Też wbijaliśmy w ziemię pale.

Po drugim egzaminie na studiach przekonałem się o tym, że nie istnieje równość czy coś. No po prostu jest to pojęcie zmyślone, jakaś metafizyka, metamorfoza czy inna Mezopotamia.

1 komentarz:

Anonymous pisze...

hehehe ciekawa historyjka na prawdę^^. Zapomniałeś dodać jeszcze: a ta puszka to tak złośliwie xD