We wczesnym okresie rzymskiego prawa prywatnego ojciec (pater familias) posiadał prawo życia i śmierci (ius vitae necisque) w stosunku do wolnych członków swojej rodziny. W praktyce polegało ono na tym, że do ukończenia przez dziecko osiemnastego roku życia ojciec mógł takiego członka zabić. Prawo to rozciągało się także na ius exponendi - możliwość porzucania noworodków (często porzucano nowo narodzone dziewczynki oraz potworki), oraz ius vendendi - prawo sprzedaży dziecka do niewoli. Groziły za to minimalne sankcje sakralne lub cenzorskie. Dopiero w IV w. zniesiono ius vitae necisque, a prawo justyniańskie zezwalało już tylko na karcenie.
W zbiorze Zapłata Philipa K. Dicka znajduje się opowiadanie Przedludzie. Traktuje ono o możliwości przeprowadzania aborcji na ludziach, którzy nie posiadają jeszcze duszy. Nabycie duszy wiąże się z nabyciem umiejętności liczenia, podstawowych działań matematycznych, ustala się arbitralnie, że człowiek nabywa te umiejętności w wieku 12 lat. Zawsze to jakiś postęp w porównaniu do starożytnego prawa rzymskiego.
Nie ma wątpliwości, że oba przedstawione poglądy są nieakceptowalne w dzisiejszych czasach. Jednak problem aborcji jest cały czas na czasie, warto więc przyjrzeć się kilku kwestiom. Po pierwsze - jak skonstruowana jest obecnie ustawa dotycząca aborcji w Polsce, po drugie - jakie są poglądy na kwestie aborcji, oraz po trzecie - jak mają się poglądy na temat aborcji do różnych form zabójstwa w świetle prawa - eutanazji czy kary śmierci.
***
Obowiązująca w Polsce ustawa o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego oraz warunkach dopuszczalności przerywania ciąży w art. 4a ust. 1 głosi, iż przerwanie ciąży może być dokonane wyłącznie przez lekarza, w przypadku gdy:
1) ciąża stanowi zagrożenie dla życia lub zdrowia kobiety ciężarnej,
2) badania prenatalne lub inne przesłanki medyczne wskazują na duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu,
3) zachodzi uzasadnione podejrzenie, że ciąża powstała w wyniku czynu zabronionego,
4) kobieta ciężarna znajduje się w ciężkich warunkach życiowych lub trudnej sytuacji osobistej (utracił moc 23 grudnia 1997 roku).
W sytuacji z punktu drugiego kobieta może przerwać ciążę do czasu osiągnięcia przez płód zdolności do samodzielnego życia poza organizmem matki, natomiast przy punkcie 3 - do 12 tygodnia od rozpoczęcia ciąży. Brak wzmianki o punkcie pierwszym wskazuje na to, że w tej sytuacji kobieta może przerwać ciążę w każdym czasie, co wydaje się rozsądne, gdyż zagrożenie może powstać w każdym czasie ciąży. Czy te warunki dopuszczalności przerywania ciąży są odpowiednie? Tak może się wydawać na pierwszy rzut oka, jednak tak nie jest. Dlaczego?
Aborcja wielu krajach Europy jest dostępna "na życzenie" do 12 tygodnia ciąży lub nawet później. Tak jest m.in. w Holandii (3 miesiące), Szwecji (12 lub 18 tygodni), Danii (12 tygodni), Włoszech (90 dni). W innych krajach ustawy skonstruowane są podobnie do tej, obowiązującej w Polsce. Oznacza to w praktyce dyskryminację kobiet gorzej sytuowanych, gdyż dla dobrze zarabiających nie jest problemem wyjazd zagraniczny i poddanie się zabiegowi za odpowiednią opłatą. Dlatego też prawo to powinno być, w miarę możliwości, ujednolicone w ramach całej Unii Europejskiej. Zapewne tak się nie stanie, gdyż UE nie ma kompetencji w tej kwestii, a państwa silnie katolickie, takie jak Hiszpania czy Malta nie wprowadzą takich regulacji do swoich ustawodawstw. Zatem kobiety zamożne z krajów, w których aborcja na życzenie jest nielegalna, mogą udać się na urlop do Holandii, Szwecji, Danii czy Włoch (zależnie od tego, jaki lubią klimat) i poddać się bezproblemowo zabiegowi, natomiast kobiety zarabiające płacę minimalną nie dość, że nie mogą usunąć ciąży, jeżeli nie spełniają ustawowych wymogów, ale następnie za tę płacę minimalną będę musiały wyżywić, ubrać i posłać do szkoły dzieciaka. Czy to jest aby sprawiedliwe?
Kolejny problem z polskim warunkami dopuszczalności jest taki, że jeżeli istnieje duże prawdopodobieństwo, że płód jest upośledzony "ciężko i nieodwracalnie" lub jego życiu zagraża nieuleczalna choroba, kobieta ma 12 tygodni od poczęcia na usunięcie ciąży. 12 tygodni to niecałe 3 miesiące. Chyba nie muszę mówić, że zazwyczaj kobiety dowiadują się o ciąży później, niż w dniu poczęcia. Nawet jeśli uda się wykryć chorobę lub upośledzenie przed 12 tygodniem, to cała procedura uzyskania zgody na przerwanie ciąży trwa około miesiąca, możliwość ta może się więc "przedawnić". Co więcej, kobieta może trafić do lekarza-katolika, któremu klauzula sumienia nie pozwoli na przeprowadzenie zabiegu, szukanie kolejnego lekarza znów opóźnia usunięcie ciąży Standardowe badanie ultrasonografem natomiast, w czasie którego można wykryć różne wady wykonuje się zwykle (jeśli wierzyć znalezionemu w internecie zestawieniu badań prenatalnych) około 20 tygodnia, czyli jeżeli dopiero wtedy ujawni się jakaś nieodwracalna, ciężka wada płodu, to już jest po zawodach i matka skazana jest na wychowywanie dziecka, z którym często nie da się złapać żadnego kontaktu. Miła perspektywa. Często obsługa takiego dziecka jest droga, a dzieci takie, jeśli wierzyć telewizyjnym akcjom, rodzą się najczęściej w rodzinach ubogich. Dlaczego? Wyjaśniłem już wyżej.
***
Istnieją trzy podstawowe poglądy na aborcję:
1) całkowita dopuszczalność do momentu, w którym płód zyskuje zdolność do samodzielnego życia poza organizmem matki,
2) dopuszczalność w konkretnych sytuacjach (jak np. w polskiej ustawie) oraz
3) całkowity zakaz.
W Polsce różne partie polityczne przedstawiają (lub przedstawiały) każdy z wyżej wymienionych poglądów. Oczywiście każdy ma prawo do własnego zdania, jeżeli ktoś twierdzi, np. ze względów religijnych, że życie jest uświęcone, to ma prawo być przeciwnikiem aborcji. Jednak dopóki państwo polskie nie jest państwem wyznaniowym, jak np. Arabia Saudyjska, to normy prawa kanonicznego nie powinny mieć wpływu na ustawodawstwo świeckie, które tyczy się zarówno osób religijnych, jak i bezwyznaniowców.
Teraz ciekawe spostrzeżenie - którzy politycy są najbardziej za uświęceniem życia i zakazaniem aborcji w ogóle? Roman Giertych (dawna Liga Polskich Rodzin), Marek Jurek (Prawica Rzeczypospolitej). Dodając do tego polityków Prawa i Sprawiedliwości, którzy sprzeciwiają się zapłodnieniu metodą in-vitro, tworzy nam się całkiem spora koalicja (wprawdzie Roman Giertych wycofał się z polityki, ale swego czasu miał na nią całkiem duży wpływ). Dla tych ludzi życie jest wartością najwyższą, uświęconą. Dlaczego zatem ci sami politycy są zwolennikami kary śmierci i chcieliby jej przywrócenia do polskiego prawa? Czy jedno życie jest bardziej święte od innego? Czy życie płodu powinno być w imię prawa chronione, podczas gdy przestępca powinien być życia pozbawiany w imię tego samego prawa? Ja widzę tutaj poważną sprzeczność. Tak samo widzę ją w doktrynie katolickiej.
Jak wiadomo, Kościół katolicki sprzeciwia się aborcji i nie dopuszcza możliwości jej wykonywania w żadnych warunkach. Nieważne czy kobieta została zgwałcona lub urodzi małego, nieprzypominającego człowieka potworka - aborcja dla katolików oznacza ekskomunikę. Jednocześnie katechizm zezwala na zabójstwo (karę śmierci) w warunkach obrony koniecznej, jeżeli nie ma innego rozwiązania. W sytuacji, w której płód zagraża życiu matki można uznać go za napastnika, który godzi w życie kobiety. Mamy tutaj zatem konflikt wartości chronionych - życie płodu a życie matki. Logika nakazuje, aby w takiej sytuacji zastosować analogię do obrony koniecznej czy też stanu wyższej konieczności. Ale to już tylko takie teoretyczne dywagacje.
Jeśli natomiast przeanalizować poglądy zwolenników aborcji, to można zauważyć odwrotną prawidłowość. Są oni w większości przeciwko stosowaniu kary śmierci. Wychodzi więc na to, że dla nich ludzkie życie też jest wartością uświęconą, ale w nieco inny sposób. A właściwie - od innego momentu. Jeżeli bowiem przyjąć, że człowiek zaczyna się od momentu, w którym może samodzielnie żyć poza ustrojem matki, to wcześniej powinien być traktowany wyłącznie jako, stosując analogię cywilistyczną, część składowa kobiety, w której się znajduje (część składowa rzeczy w prawie cywilnym to wszystko, co nie może być od niej odłączone bez uszkodzenia lub istotnej zmiany całości albo bez uszkodzenia lub istotnej zmiany przedmiotu odłączonego). Po przekroczeniu tego momentu człowiek nabywa prawo do życia, gdyż nie może być po prostu usunięty z organizmu kobiety, ale może się już narodzić. Słusznym wydaje się ustalenie tej granicy na 22 tydzień ciąży, do tego momentu bowiem medycyna posługuje się terminem poronienie. Po 22 tygodniu mamy już do czynienia z przedwczesnym porodem, natomiast, cytując wikipedię, "noworodki urodzone przed 36 tygodniem ciąży mają 30-krotnie większe ryzyko zgonu niż noworodki donoszone, a dla urodzonych przed 28 tygodniem ryzyko jest 200-krotne. Szwedzkie badania przeprowadzone w latach 2005-2007 na grupie wczesniaków urodzonych od 22 do 26 tygodnia ciąży wskazują, że pierwszy rok przeżywa 70%, odpowiednio, urodzonych w 22, 23, 24, 25 i 26 tygodniu: 9,8%, 53%, 67%, 82% i 85%".
***
Szukając rozwiązania problemu dochodzę do wniosku, że jest ono jedno, ale wielopoziomowe.
Należy zliberalizować ustawę o planowaniu rodziny i zezwolić na przerywanie ciąży na życzenie do 22 tygodnia, a później, jeżeli w sytuacjach opisanych w obecnym art. 4a ust. 1 ustawy, usuwając jednocześnie ograniczenia czasowe do tych trzech istniejących już punktów.
Dostęp do środków antykoncepcyjnych powinien być bezproblemowy i tani.
Edukacja seksualna w szkołach powinna być prowadzona przez nauczycieli o świeckim światopoglądzie, dostosowanym do realiów współczesnego świata. Jeżeli nauczyciel wpaja uczniom, że środki antykoncepcyjne są złe, a jedynym odpowiednim sposobem na uniknięcie ciąży jest abstynencja seksualna, to mamy tutaj dysonans między poglądami a biologią. Jeżeli ktoś twierdzi, że duszenie w sobie popędu jest bardziej naturalne niż niedopuszczenie do wprowadzenia nasienia w drogi rodne kobiety, to już jego problem, ale nie powinien takich bzdur opowiadać uczniom, którzy i tak będą ciupciać w swoim czasie.
Jeżeli pominąłem jakąś kwestię, to wypomnijcie mi to w komentarzach.

2 komentarze:
Dziwie sie zwolennikom aborcji, ze sa przeciwni karze smierci. Kara smierci usuwa ze spoleczenstwa jednostki zagrazajace innym, tak jak i aborcja w pewnch wypadkach usuwa zagrozenie dla zycia matki.
___
Piszesz, ze plod moze byc "napastnikiem" dla matki. W tym kontekscie slowo uzyte prawidlowo, w celu porownania, ale mogles tez wspomniec, ze z biologicznego puntu widzenia, plod jest pasozytem dla organizmu matki. I to niewazne czy zagraza zyciu, czy nie. Organizm matki nie ma zadnej korzysci z tego, ze jest w nim poczete nowe zycie.
___
Czy biedne matki musza wychowywac niechciane dzieci? A nie jest tak, ze moga ich zostawic w szpitalu?
___
Aborcja w kazdej sytuacji (do 22tyg.)? Nie zgadzam sie. Biorac pod uwage powyzsze oraz to, ze dorosly czlowiek powinien byc odpowiedzialny za swoje czyny. Poruchaliscie? Wychowujcie. Nie stac? Oddajcie tym, ktorzy miec nie moga (bezplodnym, lub homoseksualistom - kolejny temat na dyskusje :) ).
__
Co do szkol... W mojej bylo tak, ze jesli udajemy, ze poped nie jest potrzeba (czy jak to nazwac) biologiczna, to problemu nie ma i faktycznie szklanka wody zamiast wystarczy.
Przepraszam, za brak polskich fontow.
1) No mnie też dziwi właśnie ten dysonans, że zwolennicy aborcji są przeciw karze śmierci, a przeciwnicy aborcji są za karą główną.
2) Z biologicznego punktu widzenia nie można napisać, że płód stanowi pasożyt, pasożytnictwo jest formą drapieżnictwa, symbiozą antagonistyczną dwóch różnych gatunków, a matka i dziecko są tego samego gatunku.
3) Oczywiście możesz się nie zgadzać. Sam do niedawna byłem przeciwny takiemu rozwiązaniu, ale w sytuacji, gdy bogata pani, której mąż jest prężnym przedsiębiorcą jest wtedy w pozycji uprzywilejowanej do sekretarki zarabiającej minimalną krajową. Prawo im obu zabrania przeprowadzenia zabiegu, ale prawo innego kraju obu na to zezwala, w tej sytuacji tylko jedna może to zrobić legalnie.
4) W NASZEJ szkole pani od WDŻ powiedziała, że rozwódka to "stan nieakceptowalny społecznie", a zamiast uprawiania seksu facet może kobiecie zrobić remont w mieszkaniu, żeby w konstruktywny sposób spożytkować energię przed ślubem, nie sądzę, żeby NASZA szkoła to był dobry temat na taką dyskusję. ; )
Prześlij komentarz