Nie czytasz? Mam to w dupie, i tak pójdę z tobą do łóżka.
Tak, tak. Jakiś czas temu pojawiła się kampania społeczna, zatytułowana "Nie czytasz? Nie idę z tobą do łóżka". W zamyśle miała ona skłonić ludzi do czytania książek, a co za tym idzie - poszerzania horyzontów myślowych, zwiększania wyobraźni i marnowania jakże cennego wolnego czasu, który powinno poświęcać się na jakieś hobby. I tu, jakże szybko, dochodzę do sedna - czy każdy musi czytać książki? Nie wydaje mi się.
Czytanie, jak każde hobby, powinno sprawiać przyjemność czytającemu. Czytamy dla siebie, bierzemy do ręki książkę albo czytnik e-booków, otwieramy na pierwszej stronie i wsiąkamy w nowy świat, zupełnie różny od tego, w którym żyjemy na co dzień. Czasami odpływamy do fantastycznej krainy, na inne planety, innym razem wcielamy się w postać seksoholika, innym razem przeżywamy wewnętrzne rozterki bohaterów i cierpimy wraz z nimi, gdy nasi nowi przyjaciele popełniają samobójstwa (zaczynam się zastanawiać dlaczego to ostatnie miałoby komukolwiek sprawiać przyjemność).
Teraz należy sobie zadać pytanie: czy człowiek, który pasjonuje się jakąś inną dziedziną powinien się czuć gorszy z tego powodu, że nie czyta? Przyjmijmy na ten przykład, że pan Janek interesuje się wędkarstwem. W każdy weekend wstaje o 3 w nocy, pakuje wędki, haczyki, zanęty i inne blubry potrzebne do uprawiania jego hobby, wsiada w swojego starego poloneza i jedzie na jezioro, gdzie około godziny 5:00 zarzuca wędkę i siedzi do 15, czekając, aż jakaś rybka złapie się na haczyk. Według niektórych, pan Janek w tym czasie powinien wbić wędkę w ziemię, oprzeć na patyku i otworzyć 50 twarzy Grey'a i w trakcie gdy ryby będą odwalać tarło pod robakiem, pan Janek powinien masturbować swój umysł fragmentami o sadomasochistycznym seksie.
Pani Eleonora z kolei lubi gotować i dźwigać ciężary na siłowni. W czasie jazdy na rowerku oczywiście musi czytać jakieś szwedzkie pierdoły lasce z tatuażem, bo jakże to tak, jechać rowerem i się w tym czasie NUDZIĆ?! Toż to zbrodnia niesłychana, nuda zabija pana.
Ja np., pomimo tego, że lubię czytać, w zeszłym roku miałem czytelniczą przerwę od marca do listopada, z uwag i na dwa fakty: 1) dużo czasu zajmowało mi pisanie pracy magisterskiej oraz 2) zainteresowałem się modą i realizowałem to hobby głównie przez oglądanie zdjęć, a jeśli czytałem, to krótkie teksty na blogach. Nie czuję się z tego powodu gorszy od kogoś, kto w tym czasie przeczytał 50 nic nie wartych książek. A i w łóżku nie próżnowałem przez ten czas.
Niektórzy oczywiście czytają książki, które odnoszą się do ich innych, niezwiązanych z literaturą zainteresowań. Kucharz będzie czytał książki kucharskie, wędkarz - wędkarskie. Biegacz poczyta Bieganie metodą Danielsa, ateista sięgnie po Boga urojonego, gorliwy chrześcijanin weźmie się może i za Hołownię, nie muszą czytać oprócz tego żadnej literatury pięknej.
Wydaje mi się, że takie szczucie seksem, aby zachęcić do czytania jest odrobinę niesmaczne. Pytanie do wszystkich - kobiet i mężczyzn - czy chcielibyście przespać się z kimś, kto czyta tylko po to, aby dobrać się Wam do majtek? I don't think so. Taka motywacja do czytania jest, w moim odczuciu, strasznie lamerska, pozerska i jeszcze jakaś... brakuje mi słowa... Za mało czytam, raczej dziś nie porucham. Trochę tak, jak różnica między ateistami, którzy czynią dobro z uwagi na to, że tak się powinno, a katolikami, którzy czynią dobro z egoistycznej pobudki życia wiecznego w raju. Niby efekt ten sam, ale jak różne motywy.
Niedawno pojawiła się kolejna akcja - Czytaj - podrywaj. Młoda dziewczyna podchodzi do swojego chłopaka i chwali się, że była z koleżankami na ekranizacji Anny Kareniny Lwa Tołstoja. Chłopak jednak jest kompletnym debilem i nie wie ani kto to Karenina, ani Tołstoj. Przy stoliku obok natomiast siedzi zaczytany blondynek i prycha z pogardliwym uśmieszkiem. Na koniec dziewczyna przesiada się do szanownego pana czytelnika, który odwraca się do kamery i z triumfalną miną mówi "czytaj - podrywaj". Pomijając już fakt, że takie historie w życiu się nie zdarzają, a laska z filmu powinna zostawić typa nie za brak oczytania, a za bycie maczobucem, to twórcy kampanii błędnie przyjęli, że ktoś, kto nie czyta jest idiotą, a czytający oczywiście są alfami i omegami. Otóż nie. Znam wielu czytających baranów, którzy z przeczytanych książek wyciągają błędne wnioski, nie potrafią ich często zrozumieć, a znam z kolei ludzi, którzy po książki sięgają rzadko, a ich wiedza i wyobraźnia są godne pozazdroszczenia. Wbrew pozorom telewizja nie jest wcale taka zła, jeśli się wie, jakie programy oglądać.
Na zakończenie chciałem dodać, że kobiety promujące kampanię Nie czytasz... nie znajdują miejsca na mojej łóżkowej liście rezerwowej. Nie wiem czy to przypadek, że akcja ta była bardzo popularyzowana na Kongresie Kobiet, czyli zbieraninie niezaspokojonych feministek z wadą wymowy i różnymi dziwnymi defektami. Może to tylko zbieg okoliczności, ale w tej sytuacji - nie wydaje mi się. Oczywiście takie zdjęcia, jak to zamieszczone in principio tego posta są fajne i wymowne, ale to tylko zdjęcie. Gdybyście mieli dziewczynę czytającą przy Was w takiej pozycji, to czytanie jednej książki zajęłoby jej rok, bo ciągle byście ją odciągali. Jakby natomiast postanowiła czytać w trakcie - raczej każdy uznałby to za odrobinę niegrzeczne i lekce sobie ważące. Oczekiwanie od rzeczywistości, że będzie taka, jak na zdjęciach, to jak oczekiwanie, że każda dziewczyna będzie się w łóżku ruszać jak Alexis Texas czy Francesca Jaimes. Świat realny jest jednak trochę inny, czy gorszy, czy lepszy? Oceńcie sami.

7 komentarzy:
Wreszcie ktoś, kto podziela moje zdaniem o tych conajmniej nietrafionych kampaniach. Przede wszystkim - w związkach nie szukamy swojej kopii, ale uzupełnienia. Dlatego nie potrzebuję partnera, który robi to co ja. Czyta, jeździ na łyżwach albo lubi nosić kolorowe rajstopy i wzorzyste pończochy...
Tak i nie. Zgadzam się i nie zgadzam.
Oczywiście wielokrotnie zdarzało mi się pójść do łóżka z mężczyznami o pięknym ciele i umyśle nieskażonym żadną treścią literacką i fajnie było oczywiście, bo nie o to chodzi, żeby sobie po drodze o postmoderniźmie porozmawiać.
Jednak, jeśli przez 'niechodzenie do łóżka' rozumiemy nie wiązanie się na dłużej z taką osobą, to jest to już zupełnie kwestia inna.
Ktoś kto czyta dużo będzie miał problem z nawiązaniem głębszego kontaktu i relacji z osobą, której w ogóle cała tradycja literacka nic nie mówi. Chyba, że oczywiście ktoś sobie buduje związek z wyraźnym podziałem ról i niekoniecznie jest zainteresowany partnerstwem, bo do interesujących dyskusji ma kogoś innego.
Nieszczególnie podobają mi się akcje w stylu 'Nie czytasz, nie idę z tobą do łóżka', bo tak naprawdę taki agresywny snobizm i bullying nikogo do czytania nie zachęci. Zupełnie nie tędy droga.
Co do czytania jako jednego z wielu różnych hobby, to znowu i tak i nie. Oczywiście nie da się wymagać, żeby wszyscy czytali pasjami, po 50 książek rocznie minimum. Byłby to dziwny świat. Jednak czytanie oferuje coś każdemu, można czytać fikcję albo fakt i każdy w miarę rozwinięty człowiek bez problemu znajdzie coś dla siebie, co go w jakiś sposób wzbogaci bez względu na jego główną pasję. Z osobistych obserwacji wynika, że to ludzie bez żadnych pasji i zainteresowań to najcześciej ci, co nie czytają w ogóle.
Inna sprawa, że według badań czytanie (fikcji, reportaży) bardzo rozwija empatię u ludzi, więc jest w naszym interesie społecznym, żeby jak najwięcej osób czytało, tak samo jak powinno nam zależeć, żeby wszyscy płacili podatki.
Do idiotycznego komentarza dotyczącego Kongresu Kobiet 'niezaspokojonych feministek' nawet się nie odniosę, bo w końcu czego się spodziewać, bo facecie, który nie czyta nic napisanego przez kobiety, odkąd mu w szkole kazali Nad Niemnem przeczytać.
Nie widzę w tym komentarzu nic idiotycznego, ale ok, każdy ma prawo do wyrażania swojej opinii. Jak już się tak czepiamy, to nie pisze się "postmoderniźmie" tylko "postmodernizmie".
Cóż, Nad Niemnem nie czytałem, ale uwaga o książkach pisanych przez kobiety jak najbardziej trafna, oprócz kilku lektur z podstawówki czy liceum oraz kilku części Harry'ego Pottera, większość przeczytanych przeze mnie książek, to pozycje męskie. Aczkolwiek w roku 2010 przeczytałem Prawo własności intelektualnej napisane przez panią dr Joannę Sieńczyło-Chlabicz. Nadmienię jednak, że w żadnym wypadku nie kieruję się płcią autora przy wyborze książki, a raczej ich tematyką, więc, koniec końców, komentarz w swej istocie jednak chybiony.
Pozdrawiam
-źmie zauważyłam jak już poszło, a nie da się edytować.
Nie, oczywiście, że Kongres Kobiet to 'zbieranina niezaspokojonych feministek' - bardzo dojrzały komentarz. Byłam na tym Kongresie akurat i muszę powiedzieć, że wszystkie wyglądałyśmy na całkiem zaspokojone.
Jesteś jeszcze młody, więc mam nadzieję, że z takich nędznych gówniarskich komentarzy jeszcze wyrośniesz.
A co do tego, że sobie ci tak samo wychodzi, że tylko mężczyzn czytasz i jeszcze się bronisz, że to kwestia tematyki. Śmiechu warte, na każdą książkę męskiego autora którą przeczytałeś, mogę ci podać książkę o podobnej tematyce napisaną przez kobietę. Ja ci zupełnie wierzę, że ty się w ogóle płcią nie kierujesz i samo ci wychodzi praktycznie 100% mężczyzn. W wielu miejsach tak właśnie jest, że się nikt płcią nie kieruje i jakoś tak samo wychodzi, że sami mężczyźni. I właśnie dla tego mamy Kongres Kobiet i inne tego typu inicjatywy, które oczywiście wolisz określić mianem 'zbieraniny niezaspokojonych feministek'.
Równie dobrze ja mogę powiedzieć, że faceci, którzy tak mówią, mówią tak dlatego bo przemawia przez nich frustracja spowodowana ciągłym onanizowaniem się. Jednak wolałabym debaty do takiego poziomu nie sprowadzać. Czy w ogóle wiesz cokolwiek o Kongresie Kobiet, czy tak po prostu powielasz jakieś komentarze spod budki z piwem?
Co do 'istoty' mojego komentarza, to chyba jednak zauważyłeś, że do istoty się nie odniosłeś tylko do post scriptum.
Nie każde słowo na tym blogu należy traktować poważnie. O Kongresie Kobiet wiem tyle, ile pokazali w krótkim filmiku "redaktorzy" pyta.pl, którzy też zwyczajnie sobie robili żarty, podobnie jak żartowali z obrońców norek czy sympatyków Radia Maryja. W ogóle mnie nie interesuje ta kwestia, po prostu lubię sobie pożartować z kobiet, katolików, niepełnosprawnych, czarnych, żydów i mógłbym tu wymienić jeszcze setkę innych grup społecznych. Z mężczyzn też żartuję, proponuję odrobinę rozluźnić spięte poślady. Konkludując - tak, powielam komentarze spod przysłowiowej budki z piwem.
Co do pisarzy - jeżeli lubiłbym kryminały, to pewnie w pierwszej kolejności sięgnąłbym po Agathę Christie, ale niestety nie przepadam za tym gatunkiem. Lubię czarny, absurdalny humor i trafne przemyślenia na temat życia, dlatego lubię Vonneguta i Murakamiego. A z drugiej strony wciągnąłem się w sensację po Larssonie i teraz przymierzam się do Asy Larsson i Camili Lackberg, więc na liście oczekujących jednak są jakieś kobiety. Nie wiem jaki udział tutaj mają jakiekolwiek kongresy, czy szanowne panie zamierzają wprowadzić parytet także w dziedzinie czytelnictwa?
Wybacz za odpowiadanie nie w kolejności, ale jakoś tak mi wygodniej. Nie wydaje mi się, żebym wyrósł z gówniarskich komentarzy, bo lubię sobie w wolnej chwili pożartować w gówniarski sposób.
Co do "istoty" komentarza - miałem na myśli ostatni komentarz cząstkowy. Z resztą nie będę polemizować, bo w gruncie rzeczy się z Tobą zgadzam. Faktycznie nie znam zbyt wielu osób, które nie czytają kompletnie nic, a jeśli już ktoś taki jest, to nie czyta on tylko dlatego, że już wszystko przeczytał i wszystko wie...
Jeśli lubisz absurdalny humor i trochę groteski i surrealizmu to polecam Nataszę Goerkę - 47 na odlew.
(Inne jej zapewne też są dobre, ale nie czytałam).
Napisałeś że Kongres Kobiet jest zbieraniną niezaspokojonych feministek z wadą wymowy i różnymi dziwnymi defektami. Potem dodałeś w komentarzach że powielasz poglądy "spod budki z piwem", tudzież lubisz pożartować w gówniarski sposób.
Tylko że Twoje zdanie o Kongresie Kobiet nie było żartem, a próbą ośmieszenia owego zdarzenia, a zwłaszcza jego uczestniczek. Potem - powołując się na gówniarstwo, rozluźnienie pośladków i budkę z piwem - chciałeś to jakoś rozmiękczyć, że niby to taki dowcip, że to przecież nie Twoje.
Hmm..
Czy zatem inne Twoje poglądy też są jedynie kalką tych spod budki z piwem? Może zaznaczaj to w swoich notkach, żeby czytelnicy wiedzieli co jest czyje? A poza blogiem - też nie prezentujesz siebie?
A Ty sam - odstawiając poglądy spod budki z piwem - co możesz powiedzieć o Kongresie Kobiet, o jego uczestniczkach?
Gówniarskie żarty.. no cóż, skoro tak lubisz, to pozostaje tylko życzyć by ktoś odpłacał Ci się na tym samym poziomie.
Prześlij komentarz