Jest wiele kobiet, które uważają, że idąc do knajpy, zawsze, podkreślam, zawsze powinien płacić mężczyzna. Bez znaczenia jest to, kto zaprasza, kto wychodzi z inicjatywą, czy też może wyjście jest na zasadzie "jesteśmy głodni, chodźmy coś zjeść". Często zresztą nie chodzi li tylko o płacenie w lokalach gastronomicznych, ale też na zakupach, za wyjazdy wakacyjne etc. Cóż, takie podejście kojarzy mi się delikatnie ze sponsoringiem, ale jest to tylko moje prywatne zdanie. Co ja uważam na temat płacenia?
Oczywistym jest, że jeśli kogoś (nieważne czy to swoją dziewczynę, cudzą dziewczynę, kolegę) zapraszam na obiad/kolację, to wypada mi zapłacić. Byłoby głupio powiedzieć "zapraszam cię na obiad, zrzutka po połowie". Druga osoba, będąc stroną zapraszaną, może zresztą nie mieć przy sobie nawet pieniędzy na zapłacenie swojej części. Tak samo oczekiwałbym, że gdy ktoś mnie zaprasza, to za mnie zapłaci. W sytuacji gdy umawiam się z kimś na wyjście ot tak, na zasadzie propozycji, a nie zaproszenia, to wtedy sytuacja się komplikuje. Zdarza się płacić za dwóch/dwoje, następnym razem zamiana i sytuacja się wyrównuje.
Co do tego zapraszania, to jest jeszcze ten problem oczywiście, że w przypadku, gdy chłopak zostanie zaproszony przez dziewczynę na randkę (podobno zdarzają się takie rzeczy, ale tej patologii nie poświęcę dużo miejsca) to mimo wszystko to na nim spoczywa presja, żeby zapłacić. W takiej sytuacji koleżka będzie czuć się niekomfortowo, bo z jednej strony został zaproszony, a z drugiej jednak dziewczyna pewnie chciałaby, żeby dyskretnie szpeknął na rachunek, wyjął z kieszonki piersiowej platynową kartę i powiedział kelnerowi "do stu proszę", gdy rachunek był za dwie latte. Chłopaczyna będzie myśleć o tym całą randkę, aż mu mózg eksploduje i w efekcie w ogóle nie będzie Was słuchać. Weźcie to pod uwagę następnym razem, bo potem dziwicie się, że Was nie słuchamy, podczas gdy my analizujemy złożone problemy, których rozwiązanie może nas doprowadzić gdzieniegdzie. A czasem wystarczy po prostu chwila gadki i pytanie "pójdziesz do mnie", które przełamuje wszystkie lody. Ale zjeżdżam z tematu.
Tak w skrócie.
Teraz moje autorskie i, jak przypuszczam, słuszne wyjaśnienie tego, skąd wziął się ów "zwyczaj" płacenia przez mężczyzn za kobiety.
Dawno, dawno temu, gdy kobiety zajmowały się głównie siedzeniem w domu, czytaniem harlekinów, chodzeniem po włościach w białych rękawiczkach i kapelutku, aby przypadkiem nie nabrać koloru skóry innego niż alabaster, a następnie, gdy już wyszły w wieku 17 lat za mąż za przedstawiciela innej szlacheckiej rodziny - pokazywały się na salonach, rodziły dzieci (które były wychowywane przez niańki), szanowne panie nie miały własnych dochodów. Najpierw zarabiał na nie ojciec, a następnie mąż, w obu przypadkach powiedzieć by można - pater familias. Kobietki były całkowicie uzależnione od mężczyzn. Mowa tu głównie o kobietkach "wysoko urodzonych", dla których wszelka praca stanowiłaby ujmę na honorze. Baby ze wsi zasuwały w polu na kolanach na równi z chłopami.
W sytuacji gdy kobieta nie ma w zasadzie własnych pieniędzy jest naturalne, że ktoś musi za nią płacić. Kto? A najpierw stary, a potem... stary.
Potem jednak część kobiet pomyślała, że może najwyższa pora wziąć sprawy w swoje ręce i opuścić ciepły kurwidołek. Wzięły się do roboty produkując broń, pistolety, karabiny, armaty i inne takie takie. W czasie gdy znaczna część męskiej populacji poszła umierać za ojczyznę (Polacy), inna część poszła zabijać za ojczyznę (Niemcy), kobiety musiały mieć się za co utrzymać, poszły więc do pracy i zarabiały godziwe pieniądze, które następnie mogły w kawiarni wydać na kremówkę i kawę.
W końcu jednak panowie z wojen wrócili i zobaczyli, że ich baby siedzą w robocie i mają własny hajs. Z przyzwyczajenia jednak wciąż kupowali im kebaby, aby poczuć coś, co nazywają męskim honorem, dżentelmeństwem, whatever.
Tak więc, jak kiedyś kobiety były na utrzymaniu mężów - ok, było to uzasadnione. Obecnie, gdy kobiety zarabiają na tych samych stanowiskach tyle samo co mężczyźni - powyższy zwyczaj nie do końca ma uzasadnienie. Oczywiście można mówić, że to zwykła kultura, ale czy to oznacza, że tyle kobiet to zwykłe chamidła, bo nie płacą, nie otwierają drzwi, nie przepuszczają w przejściu itd.? Skoro doszliśmy do takiego punktu w rozwoju cywilizacyjnym, że uznajmy równość płci, przynajmniej w pewnych sferach, to dlaczego to właśnie kobietom przyznaje się takie dziwne przywileje?
Co innego z noszeniem rzeczy. Niestety (albo i stety) kobietki są wątłe i mają mało siły, bo jedzą za mało mięsa, stąd nie dają rady wrzucić sobie pięciokilowej walizki na półkę w pociągu. Wtedy facet można zaprezentować swojego bicka, a wiadomo, im większe bicki, tym większe branie. Zapewniam jednak, że Agata Wróbel wrzuciłaby walizki większości współczesnych chłopców posiadających bezradne męskie nóżki.
Także chcecie, żeby ktoś Wam za wszystko płacił? Spoko. Też nie mam nic przeciwko sponsoringowi, po prostu mnie na niego nie stać.
A koniec końców - te ładne nie muszą się prosić o drinka.
Pomyślcie o tym.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz