wtorek, 15 lipca 2008

Wielkie małże

Od kilku dni codziennie chodzę do pracy, więc jak wracam do domu, to jestem zmęczony i nie bardzo chce mi się tu pisać. Nie jestem zmęczony pracą, bo w tej pracy to nic nie robię oprócz siedzenia na krześle, czytania książek (dzisiaj skończyłem tam Silmarillion Tolkiena, więc jutro zabiorę się za Hobbita), słuchania radia/muzyki i spacerowania. No bo niby powinienem siedzieć na pomoście i pilnować żeby się ludzie nie topili, ale ludzi nie ma, a ja mogę pilnować jedynie olbrzymich, zmutowanych małży wielkości męskiej dłoni, śniętych ryb i sinic – żeby nie uciekły za daleko. Zmęczony jestem raczej dojeżdżaniem do miejsca pracy rowerem. Nie jest to daleko, tylko mam takie szczęście, że rano do pracy jadę z górki i pod wiatr, a jak po południu wracam, to jadę pod górkę i też pod wiatr. Zaprawdę dziwne to zjawisko. I mnie wyczerpuje. A zwłaszcza moją wenę, tak że nie mam pomysłów na napisanie tutaj czegoś solidnego. Jutro może zabiorę ze sobą notes i spróbuję napisać coś przemyślanego, dlatego niedługo możecie się czegoś spodziewać.

Brak komentarzy: