poniedziałek, 7 marca 2011

Ciach-ciach skalpelem

Historia operacji plastycznych na dobre rozpoczyna się w XIX wieku. W 1827 roku pewien pan, o nazwisku ginekolog John Peter Mettauer, postanowił podreperować swoje rozszczepione podniebienie. Skonstruował specjalne narzędzie i dokonał na sobie operacji plastycznej.

Podobno do kogoś, oferującego zabiegi estetyczne, przyszły kiedyś tancerki paryskiej rewii, aby poprawił wygląd ich zapewne wystarczająco dobrze wyglądających nóg. Skończyło się to dla nich dość niefortunnie, nogi ostatecznie amputowano, a kariera tancerek została zakończona.

Chirurgia plastyczna lub estetyczna, jest w dzisiejszych czasach popularna nie tylko wśród ludzi znanych, np. aktorów, muzyków, polityków. Także zwykli ludzie mogą pozwolić sobie na poprawienie swojego ciała. Od najzwyklejszych rzeczy, jak poprawienie odstających uszu, krzywego nosa, aż po implanty w tyłku czy piersiach, czy inne bajery.

Właściwie powinno się na wstępie odróżnić zabiegi estetyczne od plastycznych. Chirurgia estetyczna zajmuje się poprawianiem rzeczy, które w odczuciu konkretnej osoby są nieodpowiednie, np. za mały/duży biust, za dużo tłuszczu na brzuchu, za duży nos, za małe usta itd. Chirurgia plastyczna zajmuje się poważniejszymi sprawami, takimi, które nie tylko źle wyglądają, ale także mogą mieć konkretny wpływ na zdrowie, czyli np. przeszczepy skóry czy wady wrodzone jak rozszczepienie wargi (tzw. zajęcza warga). O ile te pierwsze są w zasadzie zbędne (choć niekoniecznie, o tym za chwilę), o tyle te drugie mogą okazać się niezbędne.

Czy chirurgia estetyczna jest potrzebna? Wydawałoby się, że nie. W idealnym świecie każdy człowiek akceptowałby siebie samego takim, jakim go stworzyła natura. W idealnym świecie inni ludzie akceptowaliby siebie nawzajem bez względu na wygląd zewnętrzny, a w każdym razie nie stawialiby go jako najważniejszego odnośnika. Tak się jednak składa, że idealny świat istnieje tylko w książkach i filmach, a okazuję się, że przez tę idealność jest on o wiele bardziej beznadziejny od naszego. W naszym świecie można być kim się chce, bez względu na to kim się urodziło. Jeżeli zatem chirurgia estetyczna nie leczy fizycznych "defektów" to czy można ją uznać za dziedzinę "leczniczą"? Na potrzeby ochrony osób korzystających z takich zabiegów można przyjąć, że tak.

Brak akceptacji własnego ciała w takiej formie, w jakiej zostało ono stworzone przez naturę, można przyjąć za defekt psychiki. Człowiek, który jest nieszczęśliwy z powodu niekształtnego nosa może przejawiać takie same objawy jak ktoś, komu nie układa się z żoną czy kogo wyrzucili z pracy. Chirurgia estetyczna może być zatem uznana za inwazyjny odłam psychiatrii. Na zasadzie: zostawiła mnie żona i zabrała dzieci, jestem smutny - idę do psychiatry, dostaję pigułki, łykam i mam lepszy humor. Nie podoba mi się kształt mojej twarzy, przez co mam kompleksy i jest mi z tym źle - idę do chirurga, trochę mnie potnie i za jakiś czas wyglądam jak Johnny Depp. Przy pomocy skalpela można wyleczyć swoją psychikę.

Tylko czy jest warto? Lepiej chyba postarać się zaakceptować pewne fakty niż starać się być kimś, kim się nie jest. Nie zawsze bowiem końcowy efekt jest lepszy niż oryginał, czego dowodem niech będzie Donatella Versace, której zdjęcia prezentuję poniżej.


Brak komentarzy: