środa, 2 marca 2011

Środowe rewelacje

Piła 3D

Piłę VII zamierzałem obejrzeć na dużym ekranie w technologii 3D, jednak ponieważ nikt z moich znajomych nie chciał obejrzeć tego filmu albo zachodziły przeszkody nie do przeskoczenia, zmuszony byłem do samotnego seansu na ekranie komputera. I w sumie dobrze się stało, zaoszczędziłem 23 zł, które nie byłyby raczej dobrze wydane. W końcu takie filmy jak Piła ogląda się chyba tylko po to, aby odmóżdżyć się (bohaterowie filmu biorą to dosłownie) oglądając krew lejącą się już nawet nie strumieniami, a całymi rzekami, wnętrzności, pokiereszowane ludzkie ciała i przeżyć półtorej godziny napięcia, oczekując na rozwiązanie każdej pułapki. Uda się wydostać czy się nie uda. Niestety. Takiego napięcia brakuje w części siódmej. Właściwie naprawdę dobre były trzy pierwsze filmy. Ale to jest nieważne.

Po zapowiedzi, że będzie to ostatnia odsłona Piły, spodziewałem się raczej jakiejś pompy. Tymczasem była to chyba najgorsza część, w której wiele dobrych pomysłów zostało zniszczonych. Zbyt po łebkach pokazana jest walka pomiędzy Hoffmanem i żoną Jigsawa - Jill Tuck. Jedna z głównych postaci trochę wypacza ideę filmu mordując każdego napotkanego człowieka, zamiast zaciągać ich do pułapek i poddawać kolejnym próbom. Oryginalny Jigsaw, którego Hoffman jest kontynuatorem, miał zdecydowanie inne założenie.

Niestety, Piła należy do tych filmów, które wypadają z głowy po dość krótkim czasie. Na przykład pierwszą część oglądałem chyba trzy razy, a pamiętam tylko niektóre urywki, z czwartej części nie pamiętam nic.

Całą serię porównałbym do kolekcji filmów erotycznych Emanuelle in space z 1994 roku. Ogólnie wieje nudą, ale są ciekawe momenty (w Emanuelle to sceny seksu z pięknymi kobietami, w Pile - sceny z pułapkami). Jeśli jednak miałbym wybierać - wolę Emanuelle.


***


Ja, Robot

Jestem fanem pisarstwa Isaaca Asimova i, chociaż nie czytałem opowiadania Ja, Robot, postanowiłem obejrzeć film nakręcony jako jego adaptacja. Ponieważ nie znam treści opowiadania, nie mogę a bardzo wypowiedzieć się co do wierności adaptacji, czytałem jednak opinię, że jedynym poważnym elementem zaczerpniętym z literatury były, stworzone przez Asimova, Trzy Prawa Robotyki. Sam zauważyłem duży wpływ powieści Pozytonowy detektyw.

Akcja filmu dzieje się w Chicago w roku 2035. Domowe roboty są tak powszechne, że może sobie na nie pozwolić każdy obywatel. Detektyw Del Spooner (Will Smith) jest typem oldschoolowca. Nosi trampki Converse wyprodukowane w roku 2004, skórzany płaszcz i, co najważniejsze, nienawidzi robotów. Widzi w nich zagrożenie i nieustannie próbuje dowieść swojej racji. Jednego dnia zostaje wezwany do siedziby USR - firmy produkującej roboty, w której Dr Alfred Lanning, twórca robotyki, popełnił samobójstwo. Detektyw twierdzi jednak, że było to morderstwo.

Film przedstawia apokaliptyczny obraz tego, co może się zdarzyć, gdy ludzkość za bardzo zawierzy tworzonej przez siebie technologii. W koncepcji Asimova robotami rządzą Trzy Prawa Robotyki, które w teorii stworzone są po to, aby chronić ludzi. Prawa te brzmią następująco:
   1. Robot nie może skrzywdzić człowieka, ani przez zaniechanie działania dopuścić, aby człowiek doznał krzywdy.
   2. Robot musi być posłuszny rozkazom człowieka, chyba że stoją one w sprzeczności z Pierwszym Prawem.
   3. Robot musi chronić sam siebie, jeśli tylko nie stoi to w sprzeczności z Pierwszym lub Drugim Prawem.
Jednak w wyniku błędów w pojedynczych fragmentach kodu, roboty zaczęły interpretować Trzy Prawa w sposób, który doprowadził do tego, że w rezultacie powstało nowe prawo, które zabrania robotom działania na szkodę całej ludzkości. Tymczasem w sprzeczności z tym prawem nie pozostaje zabijanie pojedynczych ludzi, którzy mogą prowadzić nasz gatunek ku zagładzie. Jest to prawo zerowe, które Asimov wprowadził w powieści Roboty i Imperium, jako prawo nadrzędne dla Trzech Praw. Pierwszym robotem który korzystał z tego prawa i właściwie pierwszy "wpadł" na nie, był R. Daneel Olivaw. Główna postać cyklów Roboty oraz Fundacja (łącznie 14 tomów), był robotem w pełni przypominającym człowieka. Ale trochę odbiegłem od tematu.

Jako kino sensacyjne film sprawdza się doskonale. Ponad półtorej godziny mija niezauważalnie. Nie ma uczucia niedosytu, że coś zostało niedopowiedziane.

Jeśli chodzi o spełnienie postulatów Asimova, to uważam, że również autorom należą się pochwały. Po obejrzeniu jestem przekonany, że nie chcę świata pełnego blaszanych, rozumnych istot, które zastępują ludzi w codziennych czynnościach. I chociaż zdaję sobie sprawę, że wstukując ten post na klawiaturze komputera korzystam z urządzenia, które jest dalekim krewnym Asimovskich robotów, to mam nadzieję, że nie będę o filmach dyskutować z osobą wyposażoną w pozytonowy mózg.

Brak komentarzy: