poniedziałek, 18 kwietnia 2011

Blackfield, Kraków 15.4.2011

O albumie koncertowym Blackfield pisałem jakiś czas temu, następnie o ich nowej płycie, przyszedł teraz czas na relację z koncertu, który miał miejsce w piątek, 15 kwietnia (dzień wcześniej zespół grał też w Warszawie). 

Na początek sześć pięknych kompozycji zaprezentował chłopak z gitarą, pianinem i macbookiem, Mati Gavriel. Zanim zaczął grać, młodzieniec sprawiał wrażenie takiego indie-chłopca, w rurkach, kapelusiku. Gdy jednak podszedł do mikrofonu, a z głośników popłynął doskonały głos, publiczność była zachwycona. Delikatny, a zarazem donośny wokal Matiego dobrze rozgrzał krakowską gawiedź przed występem gwiazdy wieczoru.

Pierwsze dźwięki Blackfield zabrzmiały punktualnie o 21:00, natomiast zespół zaczął pojawiać się kilka minut później. W akompaniamencie smyczków, które zapowiadały pierwszy utwór, pojawili się Seffy Erati, Eran Mitelman oraz Tomer Z, a gdy już ustawili się przy swoich instrumentach, na scenę wkroczyli Steven Wilson i ubrany w gotycki żakiet ubarwiony czerwonymi diodami, co przy braku oświetlenia dawało doskonały efekt.

Zaczęli z pompą od utworu z nowej płyty - Blood. Wybór równie dobry, co Once przy promowaniu albumu Blackfield II - mocne wejście, dobra rozgrzewka. Następnie Blackfield  i potem nastąpiła udana przeplatanka, w której dominowały najnowsze kawałki, między innymi moje ulubione Rising of the tide. 

Warte podkreślenia jest to, że w przeciwieństwie do koncertów sprzed kilku lat, obecnie frontmanem jest Aviv. Zwierzę sceniczne, rzuca się, skacze, kładzie, macha do publiczności itd. Wilson natomiast, ze swoją słynną mroczną miną staje blisko ludzi i się wpatruje. 

Dobre jest to, że nawet utwory, które na albumach nie za bardzo mi się podobały, jak np. Go to hell, na żywo brzmią doskonale i można się przy tym nieźle bawić. Jednak przy przesłuchiwaniu płyty chyba zawsze będę ten fragment przewijać.

Standardowy zestaw na bis - Hello, End of the world i Cloudy now. Sprawdzone, podoba się - nie ma sensu zmieniać.

Z pewnością był to jeden z tych "koncertów życia", na które czeka się, że może się kiedyś powtórzą (Blackfield grał w Polsce w 2007 roku) i jak to się dzieje, człowiek jest bardzo szczęśliwy. Oby teraz przyjechał Wilson z solową płytą lub z Porcupine Tree. A może założy kolejny zespół?

Setlista:
1. Blood
2. Blackfield
3. Glass House
4. Go to Hell
5. On the Plane
6. Pain
7. DNA
8. Waving
9. Rising of the Tide
10. Glow
11. Once
12. The Hole in Me
13. Miss U
14. Zigota
15. Epidemic
16. Oxygen
17. Where Is My Love?
18. Dissolving with the Night


Encore:
19. Hello
20. End of the World
21. Cloudy Now

Brak komentarzy: