Czytając w gazecie historie o pedofilach zwykle myślimy "co za świat, co za ludzie", do głowy przychodzą nam najgorsze określenia. Wyjątkiem mogą być kolejne artykuły na temat pewnego znanego reżysera. W tym przypadku wszyscy bronią delikwenta mówiąc "on po prostu chciał robić filmy, dlatego uciekł przed wymiarem sprawiedliwości". Oglądając Happiness Todda Solondza widzowie wybuchali śmiechem, gdy mężczyzna robił podchody, próbując uśpić kolegę swojego syna.
Happiness pokazuje historie kilku Amerykanów borykających się z różnymi problemami. Jest kobieta mieszkająca w domu rodziców, szukająca miłości. Rodzina ma ją za nieudacznika i tak też jest w rzeczywistości. Oglądamy mężczyznę osiągającego szczyt tylko w trakcie pikantnych rozmów telefonicznych z nieznajomymi, niczego nie podejrzewającymi ofiarami. W końcu jest i pedofil odbywający ze swoim synem poważne rozmowy na temat seksualności.
Todd Solondz doskonale połączył elementy komedii, dramatu i filmu obyczajowego. Ktoś ładnie skomentował na serwisie Filmweb pisząc, że "reżyser wprowadza widza w najciemniejsze zakamarki ludzkiej duszy i bezczelnie zapala światło". Tak jest w istocie, Solondz nie ukrywa, że świat pełen jest od zboczeńców takich jak dr Bill Maplewood czy Allen. Przewrotny tytuł - Szczęście - wszak bohaterowie poszukują go w najdogodniejszy dla siebie sposób. W ironiczny, zabawny, można powiedzieć nawet - cukierkowy sposób pokazuje nam robaczywy świat ludzkich preferencji. Śmiejemy się w odruchu samoobrony.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz