Z braku czasu muszę kolejny raz posiłkować się cudzym dziełem. Kolejny raz autorem jest redaktor serwisu Filmweb.pl. Obiecuję, że już za tydzień znajdzie się tu autorska recenzja. Tymczasem zapraszam do zapoznania się ze Służącymi i polecam film!
Kiedy mówi się o zmianach systemowych, większość z nas myśli o rewolucji, masowych ruchach, które nagle, w mgnieniu oka wywracają wszystko do góry nogami. Jednak częściej takie zmiany zachodzą powoli, po kryjomu, a ich bohaterowie (i bohaterki) są zwyczajnymi osobami starającymi się po prostu prowadzić godne życie.
"Służące" to adaptacja bestsellerowej powieści Kathryn Stockett i choć to fikcja, zawiera więcej niż garść prawdy. Opowiada o przedziwnych czasach, kiedy w Ameryce panowała segregacja rasowa. Paradoks sytuacji polegał na tym, że większość białych miała w swoich domach czarnoskórych służących i często białe dzieci miały silniejszą więź emocjonalną z nianiami niż własnymi matkami. Kiedy jednak podrastały, uczyły się ucinać tę relację. Zdarzali się jednak tacy, którzy nigdy się miłości do swych oddanych służących nie wyrzekli. Jedna z nich, młoda kobieta z dziennikarskimi aspiracjami, rozpocznie przemianę obyczajową. Pozyskawszy wsparcie dwóch czarnoskórych służących zaczęła zbierać świadectwa kucharek, niań i sprzątaczek, które rzuciły nowe światło na życie w czasach segregacji. Znalazło się tam miejsce dla wydarzeń strasznych i wzruszających, opowiadających o zdradzie i przyjaźni. Projekt powoli rozrastał się, grożąc zaburzeniem status quo. I mimo reakcji odwetowych, zastraszania i szantażu, biorące w nim udział zwyczajne kobiety znalazły w sobie siłę i odwagę, by zmienić swój mały zakątek wszechświata.
"Służące" to jeden z najlepszych filmów roku zrobionych według klasycznego wzorca. Nie ma w nim mowy o postmodernistycznej zabawie. Próżno szukać nagłych zwrotów akcji czy skoków adrenaliny. Twórcy postawili na dopracowaną fabułę i jeszcze lepsze kreacje aktorskie. I w ten sposób powstała przepiękna, wzruszająca, niepozbawiona humoru i ciepła opowieść o zwyczajnych ludziach. Barwne postaci z początku wydają się papierowe i jednowymiarowe, ale z czasem nabierają głębi. Film szczególnie przypadnie do gustu tym, którzy w kinie zwracają uwagę na grę aktorską. W tej kwestii będą mogli przebierać i wybierać i naprawdę trudno będzie im wskazać osobę, która zaprezentowała najwyższy kunszt. Bez wątpienia jedną z najlepszych kreacji w swojej karierze stworzyła Emma Stone. Ale czy jej Eugenia jest lepsza od Aibileen granej przez Violę Davis bądź Celii w interpretacji Jessiki Chastain? (autor chyba zapomniał o Octavii Spencer, która w tym filmie była bezkonkurencyjna - SB) Trudno powiedzieć. Jedno jest pewne, w Hollywood już dawno nie powstał film, który dawałby kobietom równie wiele okazji do wykazania się aktorskimi umiejętnościami. I panie z tej okazji w pełni skorzystały. Za to należą im się owacje na stojąco.
Autor: Marcin Pietrzyk (filmweb)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz