Hoł, hoł, hoł! (nie ten miesiąc, ale co tam). Minęły niemal 3 miesiące od ostatniego wpisu, w którym to recenzowałem nowy album Mars Volty. To chyba najdłuższa przerwa w historii bloga, ale takie życie, były obowiązki pozainternetowe, których nie dało się przeskoczyć, a przeciągały się one w nieskończoność, głównie z powodu prokrastynacji autora. Teraz jednak (przynajmniej przez kilka, może kilkanaście dni) mam dużo wolnego czasu, czasu, w którym, pierwszy raz od dawna, naprawdę nie muszę w zasadzie nic. Nie gonią mnie żadne obowiązki, żadne terminy, nie mam niczego, o co mógłbym się martwić. I tak sobie pomyślałem, że jest to stan wielce nieproduktywny i nierozwijający, podobny do stanu, w którym państwo nie ma deficytu budżetowego. Tak samo jak w ekonomii musi być cały czas pewien niedobór, aby następował rozwój, tak samo człowiek musi być obarczony pewnymi obowiązkami, aby rozwijać siebie. Dlatego też warto znaleźć coś, w czym można by się jeszcze trochę porozwijać.
Dlatego właśnie stwierdziłem, że nadeszła właściwa chwila, aby przywrócić blog do życia, a zwłaszcza środową rubrykę. Na najbliższą środę spróbuję sklecić parę słów o zbiorze opowiadań Popatrz na ptaszka Kurta Vonneguta. Kurt jest zawsze dobrym tematem na bloga, z wiadomych względów.
Na koniec nie będę się chwalił moim wykształceniem i uzyskanym tytułem, bo to ma dziś prawie każdy. Pochwalę się czymś, co nie jest tak powszechne. Dziś zadebiutowałem w wyścigu na wodach otwartych. Startowałem na dystansie 1500 m (około, realnie przepłynąłem chyba dużo więcej, bo momentami tak mnie znosiło, że płynąłem w drugą stronę) i wykręciłem czas około pół godziny. Całkiem sympatycznie. Kilka uwag: 1) woda z jeziora jest niesmaczna, 2) to, co owija się wokół nóg to nie smoki tylko wodorosty (dopiero dziś się dowiaduję, po prawie 24 latach życia), 3) droga z powrotem zwykle jest krótsza niż droga do, 4) oznakowanie na polskich drogach wciąż pozostawia wiele do życzenia.
Do zobaczenia w środę!

1 komentarz:
Dzięki. It's good to be back.
Prześlij komentarz