Coście śród tego padołu
Ciemnoty i zawieruchy,
Nędzy, płaczu i mozołu
Zabłysnęli i spłonęli
Jako ta garstka kądzieli.
Kto z was wietrznym błądzi szlakiem,
W niebieskie nie wzleciał bramy,
Tego lekkim, jasnym znakiem
Przyzywamy, zaklinamy.
Usiadłem sobie do tego posta dzień przed halloween i znalazłem artykuł o tym, że fejsbukowi katolicy albo katoliccy fejsbukowicze w geście protestu przeciwko halloween postanowili wstawiać w profilówki obrazki ze świętymi. Muszę przyznać, że zacna to inicjatywa. Równie zacna, co bezsensowna. Dlaczego w ogóle sprzeciw wobec obchodzenia święta zmarłych w przeddzień chrześcijańskiego święta wszystkich świętych uważam za niezrozumiały?
Otóż warto przyjrzeć się historii obu świąt. Halloween wywodzi się z celtyckiego święta Samhain, w czasie którego żegnano lato, witano zimę (co wydaje się słuszne, biorąc pod uwagę ciepłą ostatnio aurę, która powoli już niestety odchodzi) oraz czczono zmarłych. Święto to obchodzone było przeszło 2 tysiące lat temu. Oznacza to, że istniało ono już w momencie, gdy Jezus nie był jeszcze nawet planowany, liczba świętych chrześcijańskich wynosiła 0, a Żydzi obchodzili szabat, jeśli wypadł akurat 31 października albo 1 listopada.
W 610 roku papież Bonifacy IV otrzymał pogańską świątynię Panteon, złożył tam relikwie męczenników i dzień 13 maja ustanowił świętem, w którym oddawano cześć tym męczennikom. Jak więc widać, zwyczaj chrześcijański jest przeszło 600 lat starszy od pogańskich tradycji. W roku 731 papież Grzegorz III przeniósł imprezę z 13 maja na 1 listopada, a dopiero w 837 roku papież Grzegorz IV rozporządził, aby w ten dzień wspominać wszystkich świętych Kościoła. Oznacza to, że to chrześcijanie wtrynili się swoim świętem w starożytny obrządek Celtów, Wikkanów i innych ludów! To kto powinien mieć pierwszeństwo? Kto może mówić, że jedno święto jest sprzeciwem wobec innego?
Zostawiając już zaszłości historyczne, dziś Halloween to przecież tylko niegroźna zabawa dla dzieci i dorosłych. Maluchy mogą przebierać się za wróżki i czarodziejów, z których kiedyś przecież wyrosną (dziwne, że tak łatwo wyrasta się z jednorożców i świętego Mikołaja, a z wiary w niepokalane poczęcie i gadającego węża już nie) oraz zbierać cukierki, a dorośli mogą także przebierać się za różne istoty, np. straszne postaci z filmów (chociaż obserwując imprezy halołinowe, to wiele osób przebiera się po prostu za cokolwiek, sam planowałem ogolić łepetynę i wystąpić jako Walter White, jednak nie dotrę na żadną imprezę w tym roku). Jest w dodatku okazja, żeby wlać w siebie płynne cukierki dla dorosłych, więc jak tu się nie cieszyć. Polak, czy katolik, czy nie, za kołnierz nie wylewa.
No bo chyba nie wierzycie, że lampiony z dyń ożyją, przyjdą duchy i będą Was straszyć?
A czym jest spowodowana ta troska o młodych ludzi i ich psychikę niszczoną co roku dyniami i gumowymi potworami? Tym, żeby wierzyli w to co MY przekazujemy. Nie kto inny. Moja religia jest mojsza niż twojsza, że właśnie moja religia jest religia najmojsza. Poza tym kościół chyba nie do końca wie czym dzisiaj zajmują się ludzie, skoro Hello Kitty niektórzy księża uznają za wymysł szatański prowadzący dzieci prosto w objęcia diabła. Tak właśnie.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz