sobota, 2 listopada 2013

Jestem nikim

No i wbrew zapowiedziom jakoś przegapiłem pierwszolistopadowy post. Nie będzie więc tradycji a'la igrzyska olimpijskie (co cztery lata), ale może uda się zrobić tradycję a'la konkurs chopinowski. Może, może, muszę ustawić przypomnienie w telefonie, żeby nie zapomnieć za rok.

W związku z tym nie za bardzo wiem co by tutaj dziś pisać. Jest dzień zaduszny, warto zapłacić księdzu 30 zł na wypominki, żeby przeczytał z kartki nazwisko naszego krewnego, pomodlił się za niego, za wszystkich księży z naszej parafii, dusze w czyśćcu cierpiąąące (naprawdę tak przeciągał).

Przez ponad 5 lat istnienia bloga zmieniał on swój charakter co jakiś czas, pisałem to o tym, to o tamtym, ostatnio dużo czasu poświęcam krytyce religii (niech nikt nie czuję się szczególnie wyróżniony). Możliwe, że za jakiś czas mi się znudzi i będziecie mieli spokój. Tymczasem chciałem się podzielić kilkoma spostrzeżeniami, jako że miałem wątpliwość uczestniczyć wczoraj we mszy, która odbywała się na cmentarzu. Niemal godzina stania, plecy bolały, a ksiądz gadał i gadał. Przy okazji dowiedziałem się, że chłopak, który chodził ze mną do podstawówki jest klerykiem. Well done!

Do rzeczy. Pierwszą rzeczą, jakiej dowiedziałem się wczoraj od księdza, to to, że każdy człowiek przez chrzest został powołany do świętości. Fajnie, mogę być świętym. Z drugiej strony, św. Jan Bosko powiedział, że albo będziesz świętym, albo będziesz nikim. No to jest ładne podejście. Wynika z tego, że albo jesteś świetnym człowiekiem, albo skończonym skurwisynem nie wartym uwagi. 

Świętym nie zostanę na pewno, ponieważ, jakby to ujął pan ksiądz, wpisuję się w te wszystkie nowoczesne, zachodnie, postępowe prądy, które prowadzą do upadku moralności, rozpadu małżeństw, a przecież rozpadające się małżeństwa są przyczyną pedofilii w kościele, którą tak wszyscy teraz krytykują, wypominają kościołowi, wytykają błędy. Taki jestem postępowym nikim!

W czasie mszy były dwie śmieszne sytuacje. Jedna z nich to lekko podpity typek, który chciał pobić młodego chłopaka za to, że tamten "bujał się za bardzo". Polak katolik. Druga to mała dziewczyna, ale taka mała mała, ze 4-5 lat miała, w czapeczce z Hello Kitty. Dla niewtajemniczonych polecam obejrzeć ten filmik. Szatan dotarł na mszę. I cywilizacja śmierci.

Jedną ze śpiewanych modlitw były akty nadziei, miłości, wiary itd. Warto je tutaj przytoczyć z komentarzem, może niekonieczne wszystkie, tylko takie essentials:

Akt miłości
Boże, choć Cię nie pojmuję,
Jednak nad wszystko miłuję,
Nad wszystko, co jest stworzone,
Boś Ty dobro nieskończone.

Pierwsze - warto podkreślić, że Boga nie można zrozumieć. Jest niezwykle istotne, żeby to podkreślać, gdyż właśnie zrozumienie go powoduje, że ludzie dochodzą do wniosku "hmm, coś mi tutaj nie gra, wydaje mi się, że ta książka może nie być do końca wiarygodna". Dlatego Boga można kochać tylko nie rozumiejąc jego istoty. Nad tym rozwodzą się właśnie pierwsze trzy wersy. Ostatni natomiast, "boś ty dobro nieskończone" jest odrobinę naciągany. Może jest ze mną coś nie tak, ale nie wydaje mi się, że nieskończenie dobra istota powinna topić w potopie wszystkich ludzi i wszystkie zwierzęta. Zwłaszcza zwierzęta, skoro Bóg był zły na ludzi, co mu złego zrobiły słonie i tygrysy? Dobrze, że chociaż stworzenia morskie przeżyły i miały przy tym pewnie wiele frajdy. Np. kraby klekotały szczypcami i krzyczały "zajebiście, jestem w górach"! Nieskończenie dobry Bóg nie powinien zsyłać deszczu z ognia i siarki na ludzi za to, że korzystają z wolnej woli, którą im dał. Nie powinien zarządzać kary śmierci za pracę w szabat. No i na koniec mógłby trochę inaczej rozwiązać kwestię odpuszczenia ludziom grzechów, niż wysyłając swojego syna na ukrzyżowanie, co za ojciec tak robi?! Na pewno nie taki, który zasługuje na zadośćuczynienie czwartemu przykazaniu.

Kolejny ciekawy akt:

Akt żalu

Ach, żałuje za me złości
Jedynie dla Twej miłości.
Bądź miłości mnie, grzesznemu,
Dla Ciebie odpuszczam bliźniemu.

Na pierwszy rzut oka to bardzo zacna modlitwa. Uczy wybaczania i odpuszczania grzechów naszym bliźnim. Co jest z nią nie tak? Motywy. Żałuję za me złości jedynie dla twej miłości. Oznacza to, że jeśli zrobimy komuś coś złego, to wypada, abyśmy tego żałowali, ale nie dlatego, że inna osoba przez nas cierpi, nie! Tylko dlatego, żeby Bóg nas dalej kochał! Dla niego też odpuszczamy i przebaczamy to zło, które wyrządzili nam inni. Godzimy się z nimi nie dlatego, żeby oni (i my też) poczuli się lepiej, żeby może uwolnić, choćby częściowo, z poczucia winy, nope. Wszystko robimy dla Boga. Ale co mu do tego? Nie wiem.

Kolejna niezła zasada:

Grzechy wołające o pomstę do nieba

1. Rozmyślne zabójstwo.
2. Grzech sodomski.
3. Uciskanie ubogich, wdów i sierot.
4. Zatrzymanie zapłaty sługom i najemnikom.
Grzech sodomski. Musiałem skonsultować się z internetem, żeby dowiedzieć się dokładnie co to jest. W języku polskim sodomia oznacza zoofilię, to oczywiście słabo. Ale jeśli wziąć biblijny pierwowzór, to chodzi o stosunki homoseksualne, analne i ogólną rozwiązłość płciową. 
O ile mogę się zgodzić, że pozostałe trzy "grzechy" faktycznie wołają o pomstę do kogokolwiek, tak nie rozumiem i nigdy nie zrozumiem, dlaczego niektórym tak bardzo przeszkadza coś, co na nich w żaden sposób nie wpływa. W doskonały sposób opisał to Ricky Gervais w jednym ze swoich skeczy:
- Czy przeszkadza ci, że tych dwóch mężczyzn weźmie ślub?
- Nie, ani trochę.
- Ok, w takim razie obciągnij im.
- Co, nie wiedziałem, że to tak działa, .
Nie, to tak nie działa. 

Brak komentarzy: