
Jakieś 10, może 11 lat temu, gdy byłem na wakacjach we Włoszech, słuchając muzyki z jakichś starych kaset taty, usłyszałem pewną piosenkę. Był to utwór Stevie'ego Wondera. Na jednej stronie tej kasety był nagrany właśnie on, na drugiej - Donna Summer. Poza tym miałem jeszcze kasetę z balladami Tadeusza Chyły, ale nie o tym. Chodzi głównie o tego Wondera. Tak mi się spodobał ten utwór, że puszczałem go w te i we wte, co chwilę przewijając taśmę. Tata kupił wtedy mój pierwszy zestaw hi-fi. Miał on odtwarzacza płyt CD, trzeba więc było zakupić ich kilka. Oczywiście pierwsze były płyty country, z których mogłem poznać takie postaci jak Willie Nelson, Charlie Daniels, czy Johnny Cash.
W każdym razie chodzi mi o to, że ich piosenki teraz mam i mogę posłuchać, a ta jedna od S. Wondera mnie męczy, bo nie mogę sobie przypomnieć ani żadnych słów (nie znałem wtedy jeszcze angielskiego, poza najprostszymi zwrotami), ani melodii, dosłownie nic.
Jedną z płyt, kupionych w tamtym czasie we Włoszech była Conversation Peace, ale szybko się okazało, że tam nie ma owego utworu. Dlatego też, korzystając ze zdobyczy dzisiejszej techniki, postanowiłem zdobyć dość sporą kolekcję utworów Stevie'ego i przeszukać je. Może znajdę.
Dla Stevie'ego Wondera zagasły zorze, gdy się urodził, co jednak nie przeszkodziło mu zostać jednym z największych muzyków w historii.
Któryś z prezydentów USA popełnił gafę, pierwszy wyciągając do niego dłoń na powitanie.
A w Busha rzucają butami.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz