sobota, 26 września 2009

Schizofrenik

- Przepraszam! – krzyknął mężczyzna siedzący w zatłoczonym pociągu spółki PKP Przewozy Regionalne relacji Poznań Główny – Łódź Kaliska. Jak dowiemy się w trakcie, mężczyzna ma na imię Ryszard.
- Przepraszam!!! – krzyknął ponownie do wyraźnie zmęczonej i sfrustrowanej konduktorki - Czy w tym pociągu jest miejsce dla inwalidy? 
- Powinno być. – odpowiedziała mu kobieta, po czym wskazała palcem miejsce przy wejściu do przedziału. Na miejscu tym siedział chłopak w koszulce z logo jakiegoś zespołu, prawdopodobnie grającego metal. Schizophrenic, czy coś takiego. W każdym razie noszący tę koszulkę wyglądał, jakby faktycznie wczuwał się w muzykę swojej ulubionej kapeli. Miał dziwnie rozbiegane oczy i nie umiał się na niczym skupić. Poza tym nie czytał, nie miał w uszach słuchawek ani nie spał i wyglądał na osobę z ograniczonym horyzontem myślowym. Poza tym usiadł na miejscu dla inwalidy, o które dopytywał się mężczyzna, który, jak dowiemy się niedługo, miał na imię Ryszard. Nikt nigdy nie zwraca uwagi na to, czy zajmuje miejsca dla niepełnosprawnych.
- Marysiu! Marysiu! Chodź, usiądziesz tam.
- Nie, Ryszard, tutaj jest w porządku.
- Marysiu, tam jest miejsce dla inwalidy – Ryszard czuł w sobie lwie serce, wyraźnie chciał walczyć o przywilej, który należał się żonie – miejsce blisko drzwi, blisko toalety, blisko wszystkiego. Na jej twarzy jednak ukazał się grymas smutku.
- Ryszardzie, tu już jest dobrze. Nie rób zamieszania. – Odpowiedziała Marysia i rozpłakała się. Była kobietą w wieku ok. 55 lat z jakimś schorzeniem, prawdopodobnie biodra, które uniemożliwiało jej sprawne poruszanie się. Była zła na Ryszarda, że zmuszał ją do przesiadania się, narażając ją tym samym na niewygodną podróż pomiędzy jednym siedziskiem a drugim, oddalonymi od siebie o ok. 3 metry. Było to dla niej zdecydowanie bardziej problematyczne, niż pozostanie na wybranym uprzednio miejscu. Przy oknie, mogła podziwiać widoczki. Tam mogłaby co najwyżej podziwiać zapachy z toalety.
***
Marysia w najbliższym czasie będzie mieć zakładaną endoprotezę.
W tym właśnie miejscu doszedłem do wniosku, że jako narrator w tej opowieści jestem wszechmocny i nie muszę trzymać się żadnych schematów. Dlatego też postanowiłem zaprezentować próbkę swojej twórczości rysunkowej. Tak więc wygląda pudełko zapałek:
To jest fajka do palenia tytoniu, wykonana prawdopodobnie z wrzośca:A to kuchenka gazowa, która zapewne gości u większości z Was. Zwykle stoi w kuchni.

Teraz, gdy już zaprezentowałem przybory niezbędne w dalszej części naszej milutkiej opowieści, mogę powrócić do standardowego zadania większości narratorów, czyli prowadzenia narracji.

Ryszard dał spokój Marysi i pozwolił jej siedzieć na miejscu, które zajęła w pierwszej kolejności. Dał jej jednak poznać, że jest oburzony, iż nie korzysta ona z przysługujących jej przywilejów. Twierdził bowiem, że zajmowanie miejsca dla inwalidów jest czymś wyjątkowym i powinno być jej obowiązkiem.

Ryszard jeszcze o tym nie wiedział, ale miał zginąć wkrótce w swoim domu. Śmierć jego nastąpi w wyniku eksplozji spowodowanej iskrą od zapałki zapalanej w pokoju wypełnionym metanem. Ryszard przed wyjazdem zapomniał zakręcić kurek od gazu. Rozsiadł się wygodnie w fotelu, sięgnął po swoją fajkę z wrzośca…
***

Zmęczona i sfrustrowana konduktorka przedzierała się przez kolejne wagony pociągu relacji Poznań Główny – Łódź Kaliska. Usłyszała pytanie, które wcale nie poprawiło jej humoru:
-Przepraszam! Czy w tym pociągu jest miejsce dla inwalidy?
-Powinno być. –odpowiedziała konduktorka, po czym wskazała mężczyźnie palcem miejsce przy wejściu do przedziału. Poszła dalej. Sprawdzała bilety każdemu podróżnemu. Cały dzień tylko pstryk i pstryk kasownikiem. Nocami, gdy próbowała zasnąć słyszała tylko pstryk i pstryk. Jej męka miała się wkrótce skończyć. Konduktorka nie wiedziała, że na dworcu, na którym kończyła pracę czekało już na nią dwóch młodych mężczyzn, którzy niedawno podróżowali bez biletów, a ona przyczyniła się do wystawienia im wysokich mandatów. Czekali na nią z ciężkim metalowym łańcuchem. Gdy weszła w jedną z tych uliczek, które zawsze są puste…
***
Po długiej i męczącej podróży Marysia i jej mąż Ryszard, którego żywot miał zostać wkrótce wystawiony na próbę, wysiedli z pociągu i udali się w kierunku postoju taksówek. Taksówkarz odwiózł najpierw Marysię, która postanowiła spędzić weekend u swojej siostry. Dzięki temu udało jej się przeżyć. Ryszard pomógł Marysi wysiąść i dojść do drzwi, po czym wsiadł z powrotem do taksówki i pojechał do domu. Wysiadł, zapłacił za kurs i skierował się ku drzwiom. Wszedł, ściągnął obuwie, płaszcz powiesił w szafie i wszedł do salonu. Rozsiadł się wygodnie w fotelu, sięgnął po fajkę z wrzośca, nabił ją tytoniem i poszukał zapałek. Znalazł je w lewej wewnętrznej kieszeni swojej marynarki. Gdy palił, koniecznie musiał mieć na sobie marynarkę. Koniecznie tweedową. Czuł się wtedy jak szkocki arystokrata z początku ubiegłego wieku. Wyciągnął zapałkę i potarł o draskę. W tym momencie zaszła prosta reakcja fizyczna. Na główce zapałki znajduje się łatwopalna masa przede wszystkim z chloranu potasu, siarczku antymonu i siarki. W momencie potarcia główki o bok pudełka, temperatura rośnie do ok. 200oC, powodując natychmiastowy zapłon. Dzieje się tak na skutek reakcji między chloranem potasu i fosforem, który znajduje się na drasce. Iskra z zapałki spowodowała zapłon mieszaniny metanu i tlenu w pokoju, w którym siedział Ryszard. Skąd się wziął tlen w pokoju? Tlen znajduje się w każdym pomieszczeniu mieszkalnym i zwykle jest go tam około 21%. Pokój był też pełen metanu. Skąd metan w pokoju? Tego gazu zwykle nie ma w powietrzu. Nieroztropny Ryszard rano przed wyjazdem zapomniał zakręcić kurek od maszynki gazowej. Metan w naturze jest gazem bezbarwnym i bezwonnym. Cząsteczka metanu ma kształt tetraedru i składa się z jednego atomu węgla i czterech atomów wodoru. W mieszaninie z tlenem w stosunku 1:10 jest tak zwaną mieszaniną piorunującą, a to oznacza, że ma właściwości wybuchowe. Gaz wydobywający się z kuchenki gazowej w domu Ryszarda i Marysi nie był czystym metanem. Dodane były do niego zanieczyszczenia, których zadaniem jest nadanie specyficznego zapachu. Ma to na celu zwiększenie bezpieczeństwa. Ryszard jednak nie poczuł gazu. Przedwczoraj prosto w nos buchnęła mu gorąca para, gdy podniósł pokrywkę od garnka z zupą. Na kilka dni jego receptory zapachowe zostały pozbawione zdolności wyczuwania i rozpoznawania wszelkich zapachów, w tym zapachu gazu z kuchenki, a także zapachu palonego tytoniu. Z pewnością, gdyby o tym wiedział, nie brałby się tego dnia za palenie fajki. Tymczasem wyciągnął zapałkę, odpalił i gwałtowna reakcja zmieniła Ryszarda w obiekt przypominający z wyglądu ubraną kiełbasę z grilla, tj. czerwono-czarny i miejscami popękany. Zgon nastąpił tak szybko, że Ryszard nie zdążył poczuć bólu.
***
Konduktora wysiadła na stacji, na której kończyła pracę. Przywitała się ze swoim kolegą, który wsiadał do tego samego pociągu, aby kontrolować podróżnych na dalszej części trasy. Zamienili dwa słowa i pożegnali się. Oboje nie wiedzieli, że rozmawiają ze sobą po raz ostatni.
Czekali na nią z ciężkim metalowym łańcuchem. Gdy weszła w jedną z tych uliczek, które zawsze są puste, zaskoczyli ją. Jeden podbiegł do niej z przodu, drugi z tyłu założył jej łańcuch na szyję. Nie mogła oddychać, a głód tlenowy rósł bardzo szybko. Szamotała się, próbując uwolnić swoje ciało z morderczego uścisku oprawcy. Drugi założył jej na głowę lniany worek, co było bez sensu, bo len przepuszcza powietrze. Worek plastikowy byłby zdecydowanie skuteczniejszy. Przynajmniej łańcuch okazał się w tej sytuacji wystarczająco skuteczną bronią. Krew kobiety, pozbawiona tlenu zaczęła przybierać coraz ciemniejszą barwę. Ofiara zrobiła się sina. Nie mogli oni tego jednak widzieć, gdyż miała na głowie ten felerny worek. Czując, że kobieta się nie rusza i nie daje już oznak życia, zanieśli ją kawałek dalej i wrzucili ciało do rzeki, po czym oddalili się. Postanowili zjeść kolację w jakimś tanim barze.

Brak komentarzy: