Wprawdzie miałem nie poruszać tutaj tematu katastrofy smoleńskiej, ale jako że nie mam pomysłu na inny temat, a ten ostatnio jest dość ciekawy, to chciałem opisać swoje spostrzeżenie na temat nieprawidłowych pochówków Walentynowicz i Walewskiej-Przyjałkowskiej. Otóż czytałem, że rodzina Walentynowicz dokonała identyfikacji zwłok i byli przekonany, że osoba, którą identyfikują, to Anna Walentynowicz. Jej ciało nie było ponoć na tyle uszkodzone, aby nie dało się ustalić kto to. Skoro zatem widzieli swoją krewną, to dlaczego po dwóch latach stwierdzili (słusznie zresztą), że to nie ją pochowali? Hm? Jak chowaliśmy prababcię, to wprawdzie w kościele trumna już była zamknięta, ale dziś, po kilku latach, nie przychodzi mi do głowy rozkopywać grobu i patrzeć, czy przypadkiem nie pomylono ciał w szpitalu. Jest to odrobinę bezcelowe.
Następnie należy się zastanowić nad tym, kto jest odpowiedzialny za pomyłkę. Zwolennicy PiSu wieszają już psy na premierze i byłej minister zdrowia. Tymczasem warto zauważyć, że sekcję przeprowadzali Rosjanie. Skoro ciało Walentynowicz została rozpoznane, a następnie schowano je do trumny i zamknięto, to pomyłka musiała nastąpić w momencie przybijania tabliczki z nazwiskiem. Nazwiska Walentynowicz i Walewska zaczynają się na "wale". Jeżeli tabliczkę napisaną łacińskim alfabetem przybijał Rosjanin, to mógł się pomylić, podobnie jeśli tabliczką pisaną grażdanką przybijał Polak. Валентинович Валевской. Dla mnie wygląda to całkiem podobnie, w gąszczu papierologii i dużych nerwach taka pomyłka mogła zajść.
Kolejna sprawa jest taka, że Kopacz zarzuca się kłamstwo, iż Rosjanie zabronili otwierać trumien, dlatego nikt nie sprawdzał w Polsce czy w trumnie jest właściwa osoba. Cóż, wydaje mi się, że nawet jeżeli Rosjanie faktycznie tego zabronili (bez względu na podstawę prawną takiego zakazu lub jej brak), to zakaz ten był w mocy jedynie na terytorium Federacji Rosyjskiej. Z chwilą gdy polskie trumny z ciałami Polaków przybyły na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej, podlegały już prawu polskiemu i jeżeli była potrzeba, żeby trumnę otworzyć, to taka możliwość oczywiście była. Dlatego rodziny smoleńskie, których bliscy zostali źle pochowani, same są sobie winne, że nie sprawdziły dokładnie, kogo chowają. Rozumiem, że wtedy było dużo nerwów, smutku itd., ale przez ekshumacje wszystko powraca. Jeszcze raz odbywa się pogrzeb i całe zamieszanie, wracają wspomnienia i smutek. A najłatwiej jest oczywiście zrzucić winę na premiera. Brawo.

1 komentarz:
To fajnie, co mówisz, z tymże ja nie jestem wyborcą Platformy, ziomuś.
Prześlij komentarz