Z pewnością każdy zna to zjawisko, kiedy leżycie w łóżku i do głowy przychodzi Wam jakiś dobry pomysł, na cokolwiek. Jeżeli jesteś muzykiem - słyszysz jakiś ciekawy pasaż, który mógłbyś wykorzystać w kolejnym utworze, jeżeli jesteś pisarzem - pomysł na wątek. Ja jestem tylko nędznym blogerem i miałem tak właśnie z pomysłem na wpis. Było około 3:30 nad ranem, nie mogłem zasnąć i wtem bam! Postanowiłem, że skoro wpisu nie było od tak dawna, to nie mogę teraz sobie pozwolić na blackout w postaci całkowitego wyparowania z głowy dobrej idei. Zapisałem wszystko w notatniku na telefonie, dzięki czemu rano czekał na mnie wpis, wystarczyło go tylko przepisać na komputerze. Często miałem tak w trakcie pisania pracy magisterskiej. Jechałem tramwajem do domu i nagle w mojej głowie zjawiała się ciekawa myśl lub jakieś zagadnienie warte poruszenia. Najczęściej w domu nie pamiętałem już o co chodzi. Często leżało to gdzieś na dnie głowy i po prostu nie chciało wyjść. Nie wiem ile z tych pomysłów wróciło później i ostatecznie znalazło się w gotowym tekście. Dlatego warto nosić przy sobie coś, na czym można będzie robić przydatne notatki. Może być to chociażby telefon, a najlepiej oczywiście jakiś notatnik i długopis. Dziewczynom łatwiej, bo noszą torebki.
Z tym związane jest to zjawisko zwane presque vu lub po polsku "mam to na końcu języka" (i nie chodzi tu bynajmniej o kostki cukru przyprawione LSD). Często można poczuć, że wiemy coś na dany temat, znamy czyjeś imię (np. aktora) czy nazwę miejsca, ale po prostu nie możemy sobie przypomnieć. Dzień później ktoś nas o to zapyta i odpowiemy bez wahania. Podobno taki stan można dość szybko wywołać u osoby za pomocą indukcji hipnotycznej. Strzeżcie się, mogę kiedyś próbować.

1 komentarz:
Całe moje życie to presque vu.
Prześlij komentarz