czwartek, 13 grudnia 2012

Warzywka

Muszę przyznać, że ostatnio robię się coraz bardziej płodny jeśli chodzi o blogowanie. Zdaje się, że taka sytuacja ma miejsce zawsze na koniec roku, kiedy trzeba poprawić statystyki, by mijające 365 dni (366 właściwie) były nie gorsze niż lata poprzednie. Rok 2011 zakończył się wynikiem 44 postów, dzięki czemu był rokiem numer dwa w rankingu. 2012 póki co jest najsłabszym, z zaledwie 22 postami. Ten będzie 23. Dobra liczba. Michael Jordan, David Beckham w realu Madryt, dziewiąta liczba pierwsza.

Mam dwa tematy, za które chciałbym się zabrać, a nie wiem który będzie lepszy do poruszenia właśnie dziś, 13 grudnia, w dzień-wiadomo-czego. Hmmmm... Tak, myślę że temat legalnego dostępu do trawki i ciężkich narkotyków jak heroina, kokaina czy metamfetamina będzie odpowiedni.

Przez długi czas byłem zagorzałym zwolennikiem delegalizacji wszelkich narkotyków. Gówno uzależnia, często niszczy życie itd. To samo robi alkohol, który jest legalny, powszechnie dostępny i państwo całkiem sporo na nim zarabia. Dlaczego więc państwo ma decydować jakimi substancjami jego obywatele mogą się odurzać, a jakimi nie? Co jest takiego dobrego w alkoholu, że ludzie (we the people) postanowili dopuścić jego produkcję i sprzedaż, a co jest taaaak złego chociażby w marihuanie, że jest ona nielegalna i za jej posiadanie grozi odsiadka?

Pragnę podkreślić, że poruszam ten temat ciągle jako nie tyle przeciwnik co nie-entuzjasta palenie trawki. Nie palę, nie ciągnie mnie, ale jeżeli ktoś ma ochotę sobie dogadzać w ten sposób nie szkodząc innym, to właściwie dlaczego nie? Tutaj padną argumenty, że marihuana jest szkodliwa, że prowadząc po niej samochód można spowodować wypadek itd. Oczywiście że można, dlatego nie powinno się po niej prowadzić samochodu, tak jak nie powinno się tego robić po alkoholu czy po 48 godzinach bez snu. Jednakże zaślepieni przeciwnicy, którzy uważają, że każdy palący od razu siada za kierownicę, żeby pędząc osiedlowymi uliczkami mordować ich niewinne dzieci, które pewnie same, wbrew sprzeciwowi rodziców, popalają zielsko tu i ówdzie na imprezach z okazji urodzin, imienin, wolnej chaty i wagarów. Nigdy nie miałem ochoty prowadzić po alkoholu i myślę, że tym bardziej nie miałbym ochoty prowadzić będąc upalonym.

Niemniej jednak przestrzegam przed prowadzeniem po zielsku czy paleniem w trakcie jazdy. Jeżeli jesteście pasażerem i wasz kierowca roluje blanta, żeby jarać go w trakcie podróży, powiedzcie, że wolelibyście jednak dojechać na miejsce w jednym kawałku. Żeby potem nie żyć jak warzywko po wypadku. Tak czasami bywa. Jedni rodzą się warzywkami, inni jako warzywka umierają.

Pozdrawiam

Brak komentarzy: